niedziela, 26 marca 2023

Drabina eskalacyjna

 

Zacznijmy od Ławrowa. Był on łaskaw stwierdzić: „warunki Rosji lepiej spełnić po dobroci, inaczej działać będzie rosyjska armia”[1] Co oznacza ta, powtarzana co jakiś czas groźba? Że mamy się poddać bo jak nie to na nas napadną.

I co my na to? Obrona przed Rosją wzbudza u pewnej grupy ludzi u nas intuicyjny sprzeciw. Inni wymagają powtórzenia dygresji o unikaniu wojny za wszelką cenę:

Wyobraźmy sobie że przychodzi Ławrow i stawia takiemu unikaczowi (za wszelką cenę) ultimatum: »tu jest brygada zmechanizowana, albo zrobisz całej laskę albo najeżdżamy i będzie wojna. A jak zrobisz to nie będzie.« I nasze różne szpece co na to? Czy za wszelką cenę będą wojny unikać, czy jednak nie? Tu jest całe takie myślenie że Rosja wygra i tak i musimy robić co nam każą. A Ukraina to w ogóle. Jest bez szans i przegra, pomoc tylko powoduje zbędne zniszczenia, które opóźniają tylko nieuchronny tryumf Sovieta. Tu można wyrywać gości po nazwisku do odpowiedzi.

Bardzo często zadowalamy się takimi przykładami, które mają unaocznić. Nie unaoczniają jednak i wymagają jednak egzegezy: okazuje się, że jest cena, której ten i ów nie jest w stanie zapłacić za pokój.

Jacek Bartosiak zareagował prawidłowo: Chyba że zostanie pobita w polu. I wtedy nie trzeba liczyć się już z polityką i sprawczością rosyjską. Tyle w temacie. I to trzeba zrobić i wystawić wojsko polskie do tego zadania. Inaczej trzeci pośrednicy będą nas co rusz namawiać, by ustąpić Rosji to tu, to tam… Proste i jasne”. I zaczęło się disko. Sens jest taki, że musimy mieć taką armię, która pokona ruskich jak na nas uderzą. Tymczasem obrona przed bolszewią jest traktowana jako atak.

image

Amerykanie też nie są wcale tacy mądrzy. Z Ławrowem trzeba zaczynać negocjacje poprzez strzelenie go w pysk tak, żeby się nakrył nogami. Potem jeszcze trzeba skopać po nerach. I postawić do pionu i wtedy można rozmawiać. Coś jak Kmicic z Akbahem-Ułanem. Kto nie czytał to niech se przeczyta:

https://literat.ug.edu.pl/potop/0059.htm

Z kim ja tu w ogóle pracuję? To są proste rzeczy , łatwe do ogarnięcia. Ronald Regan zadziałał w podobny sposób słynną próbą mikrofonu:

https://youtu.be/TG0ph0s9T8g

I podziałało. Z ruskim trzeba negocjować startując od drógiej strony: nie że mamy propozycję korzystnego współistnienia, kołogzystencji, kompromisu, ułożenia, itp. Tylko: spalimy wasze miasta, przeoramy cały kraj bombami, żywa noga nie ujdzie. I potem stanowiska się ucierają, kompromis jest.

II

W Do Rzeczy Jan Fiedorczuk spłodził paszkwil na Bartosiaka w związku z jego ostatnią książką chyba. »Najlepsze miejsce na Ziemi«. Optymistyczny tytuł, stojący w opozycji do pragnienia martyrologii. Nie czytałem jeszcze. Artykuł natomiast jest za paywallem więc poczytajcie sobie nitkę na Tłiterze:

https://twitter.com/JanFiedorczuk/status/1638667209210830854

Jaki jest podstawowy zarzut? Że wcześniej był taki hermetyczny slang gieopolityczny, używany przez wąską garstkę, która się czuła przez to elitarnie i że niby jest mądra. Bartosiak to rozpowszechnił natomiast i teraz jest to egalitarne słownictwo.

Nie no żart. Są jeszcze wartości. W wartościach chodzi o to, że Amerykanie jak chcą czegoś od Turcji to muszą Erdoganowi płacić, i to sporo. A nam wystarczy, że powiedzą że moralność, że wartości, że to, że sio i za darmochę wszystko mają. Ogólnie u nas taka mentalność jest, że nie wypada żądać czegoś w zamian w takiej sytuacji. Tutaj Parys się odpala, a jakby mu powiedzieć że mamy interes we wspieraniu Ukrainy i dlatego musimy na 150% możliwości działać i się spiąć to się spulta.

Wytłumaczą tą terminologię na przykładzie reparacji: Domagając się reparacji wchodzimy na drabinę eskalacyjną. Są to bowiem takie kwoty, że Niemcom bardziej się opłaca nas wykończyć niż płacić. I jak to powiesz pisowcowi to się zacznie miotać, urągać: »to co, nie mam zgłaszać roszczeń słusznych? Moralność mam za sobą, współżycie międzynarodowe, wartości mam!!! Wspólnota europejska!!!« A nas interesuje konkretna odpowiedź: z jakimi działaniami się liczy i jak zamierza na nie odpowiedzieć. Nie zamierza. Taki jest mechanizm naszych porażek w starciach z Unią Europejską przy okazji sądów i innych.

Przypisy:

1. https://dorzeczy.pl/opinie/417772/fiedorczuk-zwodnicza-sciezka-geopolityki.html



niedziela, 15 stycznia 2023

Podsumowanie serialowe 2022 styczniowe

Mamy już nowy rok, czyli jest pora na ostateczne (w miarę) podsumowanie starego. Mogą być pewne spoilery po zestawieniu, które zamieszczam:


Produkcja roku: Orville, The, sezon 3. Serial Hulu/Disnej Plas.


Rozczarowanie roku: Rings of Pała. serial Amazon.


1. Orville


2. Peacemaker


3. Xięga Bobusia


4. Star Trek: Lower Decks


5. Łensdej


6. Ród Smoka


7. Strażnicy Sprawiedliwości.


8. Star Trek: Strange New Words


9. Vox Machina


10 Boys


Teraz kilka zdań podsumowujących poszczególne produkcje:


Orville rozumie ducha Gwiezdnych Wojen i widać, że się twórcy starają. Serial jest robiony w odróżnieniu przez ludzi, którzy chcą go robić. Przez fanów jest robiony. Pierwsze sezony musiały udawać parodię bo w USA nie da się pozwać parodii (tak słyszałem). Stąd dużo gagów które podzieliły widownię: części się podoba brak gagów, a części gagi. Wszystkim nie dogodzisz. Twórca, Seth MacFarlane musiał udawać przed wytwórnią Fox że robi jakiegoś Family Gaja w kosmosie. Jakby tylko jeden serial mógł robić. Sezon 3 to długie odcinki (dzięki przeniesieniu na striming Hulu), ciekawe fabuły. Gwiezdne wojny robią, tzn biją się w kosmosie. Mamy tu kontynuację najlepszych tradycji Star Treka, łącznie z wszelakimi patologiami o których już było. Estetyka jest estetyczna: oświetlenie, kadrowanie jest tak robione, aby przyjemnie się oglądało: Kadrowanie, kolorystyka, filtry. Poruszają różne problemy współczesności. Są romanse i śpiewają. Kończy się ślubem w stylu Potopu. I Klajden to dziewczynka.


Pozostałe produkcje startrekowe to Strange New Words i Lower Decks. Lower Decks to parodia kreskówkowa, tocząca bekę z różnych aspektów. Przy czym Mariner, bohaterka główna nie jest Mary Sue bo zostaje zdrowo przeczołgana i popełnia błędy. Reszta bohaterów jest sympatyczna dzięki czemu się to fajnie ogląda. Ja lubię Star Treka więc serial startrekowy ma szansę być wysoko w zestawieniu albo na samym dnie. SNW oparte jest na mrocznej tajemnicy kapitana Pike: wskutek fluktuacji czasoprzestrzennej zobaczył on swoją śmierć więc wie, kiedy zginie. Ale wie też że nie zginie dopóki nie zginie, czyli mu nic nie grozi na razie. Załoga Enterprise też jest sympatyczna i dobrze pokazana. Jedna sternika jest słaba. Przygody mają startrekowe. Kurtzmann musiał się cofnąć pod naciskiem niezadowolenia i zrobić serial z sensem. Spoko. Również się to dobrze ogląda z uwagi na kadrowanie, kolorystykę itp.


Przechodzimy teraz do superbohaterów:


Strażnicy Sprawiedliwości (dalej SS) to mroczna historia obnażająca ciemną stronę superbohaterszczyzny na Netflixie. Coś w stylu Boys ale nie do końca. W każdym razie jest to zwarta historia opowiedziana w konkretny sposób. Jednosezonowa, skończyli i koniec. Boys wygląda tak, że ogladam cały sezon i już się kończy i będzie konkluzja ale przychodzi gościu z pizza i się wszystko rozłazi i jeszcze jeden sezon i znowu koniec i już ma być rozwiązanie ale pita przywieźli i trzeba wypełnić i next sezon....


Peacemeker wyciąga zaś na wyższy poziom postać złola z filmu. Ciekawe to jest, epatuje zaburzeniami psychicznymi, śmieszny wróg, walka ze słabościami, fajne. DC robi coś z sensem zanim upadnie.


Wednesday na Netflixie opiera się na klasycznych zasadach, czyli kontraście między bohaterkami. Nie oglądam Harrego Pottera więc nie przeszkadza mi tu podobieństwo. Nie jestem tez fanem Rodziny Addamsów. Ważne, że mają tu różne pomysły i Łensdej nie jest Mary Sue. Nie uderza ona tez w samczą dominację. Interesująco rozwiązują zagadkę.


Zostaje Ród Smoka, o którym było i Vox Machina. Vox podpada pod patologię z mroczną tajemnicą więc też jest fajne. Xięga Bobusia jest zaś robiona w stylu fanowskim, podpasowały mi zarówno przygody Boby Fetta u Tuskenów, jak i Mando w kosmosie. Skutery Vespy były słabe i reżyseria walk ma sporo niedociągnięć. Jon Favreau, twórca wraz z Filonim, jest zaangażowany w Orville też.


II Słabizny:


1. Rings of Pała - najgorsza produkcja roku!


2. Wiedźmin, Rodowód Krwi


3. Star Trek Discovery sezon 4


4. Kenobi


5. She Hulk


Nie mam siły rozpisywać się o tym badziewiu. Jedno gorsze od drugiego. Kenobi nie rozumie Gwiezdnych Wojen. Wiedźmin to żenua. Idźmy dalej:


III


Niektóre produkcje albo mi nie podeszły, albo nie miałem siły aby w nie wniknąć. Np. Cyberpunk. Andor zaś to taka nuda bezbarwna. Picard s02 balansuje na krawędzi. Primal s02: stwierdziłem że wygląda jak Samuraj Jack i nie bede oglądał. 


W 2023 roku kandydatem do sukcesu jest 3 sezon Mando. A tak to nie wiem co jeszcze wyjdzie. Na ten rok przechodzi Willow, który jest słaby. 


 Że ja nie zrozumiałem tekstu „Money For Nothing”? Jak ja nie rozumiem to kto niby rozumie? Występuje tem Chudy i Gruby którzy noszą lodówki, mikrofalówki i kolorowe telewizory. Instalują. Jest też pieseł i Sting. I o tym jest ta piosenka. Nie no jest to dżołk z tej audycji:


Omawiają tam muzyczne aspekty utworu, który ma genezą taką, że Knopfler usłyszał coś, co go poruszyło i zrobił piosenkę. Taki sposób tworzenia jest dla niego typowy i częsty. Trzeba umieć tak działać i byle kto nie potrafi. 


https://youtu.be/_4-rrbvcSJU


Teraz jednak chciałem przypomnieć zapomniany maxisingiel ExtendedancEPlay, trwa on 16 minut i jest to prawie pół płyty. Jakby coś dołożyli do tego to by była fajna płyta. A tak to te 4 piosenki są traktowane po macoszemu. A w zasadzie dwie, bo „Two Young Lovers” i „Twisting by the Pool” uchowały się na koncertówkach i składankach. Minialbum ten można potraktować jako zapowiedź stylistyki płyty „Brothers in Arms”, w sensie że w różne dziwne formy muzyczne też umieją. Ale mało kto o tym wiedział w owych czasach u nas, dlatego „Brothers in Arms” było wywróceniem ustalonego poprzednimi płytami porządku rzeczy:


Cyfrowa technologia CD-ROM umożliwiła wydłużenie płyty o połowę względem winyli: do 60 minut. Co ciekawe nie poszli tu w mnożenie utworów, bo jest ich 9. Poszli w niekomercję bo mamy tu 5 piosenek trwających ponad 6 minut w tym 2 powyżej ośmiu. Nie ma szans żeby grali to w radiu, gdzie pożądana długość to trzy minuty z hakiem. Można powiedzieć śmiało, że mamy tu podwójne piosenki – dwie w jednym. Z rozbudowaną częścią instrumentalną.


Dalej: mamy trollowanie słuchacza przez tzw „intra” – czyli wstępy, szczególnie „Money For Nothing”, które jak wspomniałem ma też pieseła. Ma też wspaniały tzw riff, jeden z najbardziej rozpoznawalnych do tej pory. Intra te wywołują konfuzję słuchacza swą odmiennością. Nie ma natomiast tu cymbałków, dlatego album ten jest klasyfikowany jako pop-rock a nie rock progresywny [1].  


II


„Brothers in Arms” oprócz długości cechuje się ciekawym wykorzystaniem syntezatorów. W takim syntezatorze jak wciśniesz klawisz to dźwięk trwa tyle czasu, ile chcesz. I połowa utworu z głowy. Mimo takich ułatwień BiA jest ciężkie do śpiewania. Metallica np. ma ciężko:



https://youtu.be/MJkWfIft4Oo


Pod górkę ma.


Posłuchajmy teraz refleksji artystki:


https://youtu.be/68GFSVJ9SKg


w dwóch częściach


https://youtu.be/3vPE30Aqivc


Mamy tu dialog gitara-wokal (ciężki do wyśpiewania), tematykę i teledysk. Piosenka się wzięła z wypowiedzi, że Argentyńczycy są towarzyszami broni Rosjan czy coś takiego. Był to bowiem czas Wojny o Falklandy (Malwiny) która zaprzątała ówcześnie umysły społeczeństw. I stąd się wziął ten utwór. Mamy jeszcze teledysk, utrzymany w technologii animowanej, modna ówcześnie kreska jak u A-ha. Całość zrobiła potworne wrażenie na publice. Nie ma lepszych piosenek.


A tu wypowiada się inny muzyk:


https://youtu.be/qHsx52yK29I


III


Potem mieliśmy jeszcze „Brothers in Arms II” czyli „On Every Street” i koniec Dire Straits i początek solowej kariery Marka Knopflera. Nie dało się bowiem nagrać nic tak dobrego jak BiA. 


https://youtu.be/x7IDjMwS9dc


Chociaż obiektywnie ostatni album Knopflera „Down the Road Wherever”? 


https://youtu.be/JIBCHh-fMUE


Przypisy: 


1 wiem, że te cymbałki to nie są cymbałki tylko wibrafon.


2 nie wiem czy Pulse to najlepsza koncertówka Pink Floydów.